Taniec ciał

WIEM, ŻE BĘDZIESZ TUTAJ TYLE

ILE JEDEN ODDECH TWÓJ

JAK MAM ZNALEŹĆ W SOBIE SIŁĘ

BY ZATRZYMAĆ CIEBIE TU?

 

I NIE MOGĘ NAWET KRZYCZEĆ

PROSIĆ CIEBIE – CHOĆBYM CHCIAŁ

BYŚ ZOSTAŁA TUTAJ CHWILĘ

DŁUŻEJ NIŻ NASZ TANIEC CIAŁ

 

GDY PO CICHU KRADNE DOTYK

DO TWYCH DŁONI SKRADAM SIĘ

BY CHOC CHWILE CIEPŁO POCZUĆ

BY NA CHWILĘ PRZEGNAĆ LĘK

 

I NIE MOGĘ NAWET KRZYCZEĆ

PROSIĆ CIEBIE – CHOĆBYM CHCIAŁ

BYŚ ZOSTAŁA TUTAJ CHWILĘ

DŁUŻEJ NIŻ NASZ TANIEC CIAŁ

 

MOŻE DZIŚ LUB JESZCZE WCZORAJ

NA PODUSZCE TYLKO ŚLAD

TO NIE BYŁA MOJA PORA?

CZY NIE BYŁEM CIEBIE WART?

Za siódmą rzeką

myślisz, że jest mi łatwo tak myślisz – to proste – a to nie ja myślisz – zapomnę – a to nie tak bo ciągle myślę – o tobie ja popatrz na mnie – nie odwracaj się daj mi siebie- proszę nie mów „nie”

teraz kiedy wszystko pękło

cały świat rozsypał się

zniknę, gdzieś za siódmą rzeką

jutro tu nie będzie mnie

 

mówisz – czas leczy – nie z takich ran mówisz – już jutro – nie będziesz sam mówisz – to minie  tak! tylko ja wciąż widzę ciebie i czuję smak                                                              (twej krwi)

popatrz na mnie – nie odwracaj się daj mi siebie- proszę nie mów „nie”

 

teraz kiedy wszystko pękło

cały świat rozsypał się

zniknę, gdzieś za siódmą rzeką

jutro tu nie będzie mnie

Wielki dzień

Miałem kiedyś wielki dom

złote okna szklany dach

dbałem i kochałem go

w nim zamknąłem cały świat

 

aż poczułem: „to nie to”

przecież jestem tutaj sam

choć był mój – sprzedałem go

i ruszyłem tam gdzie wiatr

 

To był dzień -wielki dzień

wielki dzień -wielki sen

wielki sen -stanie się

wielki dzień -stanie się…

 

pokonałem tysiąc dróg

aż dotarłem właśnie tu

zrozumiałem: „to mój dom”

nie odejdę nigdy stad

 

tuż za domem szumiał sad

gdy stanęłaś boso w drzwiach

słońcem uśmiechnęłaś się

już wiedziałem – to ten dzień

 

To był dzień – wielki dzień

wielki dzień – wielki sen

wielki sen – spełnił się

wielki dzień -spełnił się…

Dogoń mnie

Już od dawna zakręcony

zawirował wokół świat.

Biegnę, biegnę jak szalony,

by nie stracić swoich lat.

W pędzie światła się zlewają

w jeden wielki błysk

Z tyłu wciąż mnie poganiają,.

aż padnę na pysk.

DOGOŃ MNIE

 

Tuż nad głowa świsty bata,

poganiaczy tłum.

I kolejny kawał świata

umknął mi spod stóp.

Pomieszany już dzień z nocą

i ze świtem zmierzch.

Nie mam czasu myśleć „po co

musze dalej biec?”.

DOGOŃ MNIE

 

Wiem, że kiedyś muszę zwolnić,

– włączyć niższy bieg,

i na samym końcu drogi

w proch rozsypie się.

Lecz dopóki siła we mnie,

w żyłach wrząca krew

to do przodu ciągle pędzę.

Możesz ze mną biec!

DOGOŃ MNIE